Obraz Matki Bożej Niezawodnej Nadziei – czy to jest ikona? O malowaniu najzieleńszego obrazu Matki Bożej, jaki znam

Na obraz Matki Bożej Niezawodnej Nadziei po raz pierwszy dwadzieścia lat temu. Zaskakujące, kiedy w życiu dobija się do momentu, kiedy można odliczać czas wstecz całymi dekadami 🙂 

To była szkolna wycieczka w okolice Jamnej, wdrapaliśmy się na górę ojca Góry i o ile dobrze pamiętam, obraz mogłam zobaczyć z bardzo bliska. Nie wisiał jeszcze wcale w żadnym bardzo okazałym i właściwym obiektom kultu miejscu. Do koronacji miało upłynąć jeszcze kilka lat. Pamiętam, że bardzo mi się spodobał, bo miał piękne kolory, Dzieciątko wyglądało jak niemowlę (a nie jak półdorosły, czego nie znosiłam w ikonach albo jak atletyczny osiłek z zachodnich obrazów, co mnie do dziś odrzuca), a całość nosiła przepiękny tytuł „Matki Bożej Niezawodnej Nadziei”. Prawda, że elegancki i chwytający za serce?

Jak dotąd nie miałam okazji malować obrazu wg tego wzoru, ani ikony, ani kopii. Nosiłam go nawet swego czasu dość długo przy sobie, a nie znałam historii jego powstania. Wyjątkiem był fakt, skąd pochodził i jak był czczony. W zeszłym roku pojawiło się wreszcie takie zamówienie i oto mam okazję zagłębić się w niezwykłą szmaragdową zieloność i poznać kilka jej tajemnic.

Pierwszą jest dramatyczna historia stojąca sięgająca czasów II Wojny Światowej z okolic Jamnej. Pozwolę sobie tu zacytować za stroną Ojców Dominikanów, bo sama i tak nic więcej nie dodam:

Jej rodowód sięga dramatycznych lat II wojny światowej. 24 IX 1944r. na terenie Jamnej Niemcy stoczyli największa bitwę z ukrywającym się tam 600-osobowym oddziałem partyzanckim. Po wycofaniu się partyzantów hitlerowcy spalili wieś. Mieszkańcy Jamnej schronieni w piwnicy wysłali naprzeciw Niemcom kobietę z trójką dzieci i z obrazem Matki Bożej. Byli pewni, że nikt nie waży się uczynić im czegoś złego. Niemcy zabili matkę i dzieci. Pochowano ich na cmentarzu w Paleśnicy.

Namalowana na pamiątkę pacyfikacji wsi Jamna. Przyodziana w wiejską chustkę, ma przypominać o młodej matce, która trzymając na ramieniu maleńkie dziecko, a w drugiej ręce obraz Maryi jako pierwsza została zamordowana przez hitlerowców.

Przyznam szczerze, że nawet nie umiem sobie tego wyobrazić. Ufności prostych ludzi, że są na świecie świętości, na które nie można się porwać i bezgranicznego bestialstwa agresorów, którym przecież młoda kobieta z dzieciakami w niczym nie zagrażała. Przeraża mnie ten kontrast zupełnej bezbronności i bezwzględnej, destrukcyjnej nienawiści.

 

Obraz Matki Bożej Niezawodnej Nadziei – czy to jest ikona?

Ojcowe Dominikanie bez wahania nazywają ten wizerunek ikoną. Czy jest nią rzeczywiście?

Pejzaż w tle. Tradycyjne przedstawienia Matki Bożej odbiegają od sposobu przedstawienia jej w tym obrazie.  Sądzę, że detale te są zupełnie nieczytelne dla katolików opatrzonych na „zachodnią” sztukę religijną i sakralną. Nie zauważymy tego, że Maryja stoi w pejzażu a nie w przemienionej rzeczywistości, wypełnionej boskim światłem. Pejzaże w ikonach mają wartość jedynie narracyjną, kontekstową, nie umieszcza się w nich postaci, szczególnie takich jak Maryja z Dzieciątkiem w układzie przeznaczonym do adoracji przez widza.

Strój Maryi i Dzieciątka. W tradycyjnej ikonografii „czyta” się takie detale i dają one osobie kontemplującej obraz konkretne wiadomości. I tak najczęściej błękitny kolor szaty mówi o niebiańskiej godności osoby. Należny jest Chrystusowi z oczywistych względów, ale i „dostaje się” Matce Bożej, która chwałą nieba jest okryta niejako na ziemi (niebieska szata okrywa czerwoną symbolizującą człowieczeństwo. Głęboki granat bywa również symbolem niezgłębionych boskich tajemnic, dla nas niedostępnych. Stąd ciemnym niebieskim kolorem bywa malowany sam środek mandorli w przedstawieniach Przemienienia albo Zmartwychwstania.

Stój Maryi i Jezusa zawsze się od siebie różnią, zarówno ze względów estetycznych (czytelność) jak i znaczeniowych; są to dwie zupełnie różne osoby, Stworzyciel i Stworzenie, Mężczyzna i Kobieta, Matka i Dziecko. Dwa skrajnie różne światy. Obleczone jedną chustą w obrazie z Jamnej zdają się być jednym ciałem, co może prowadzić do niejasnych interpretacji. Oczywiście możemy sięgnąć tutaj po wspomnianą symbolikę koloru, wtedy ta bliskość Maryi i Boga będzie po prostu dla nas niedostępną tajemnicą. 

Podejrzewam, że taki wybór stroju wyniknął z dwóch pobudek: po pierwsze nie da się nie zauważyć, że w tym obrazie Macierzyństwo jest bardzo istotnym tematem. Wręcz jednym z głównych. Po drugie jest ono przedstawione w kontekście opisanej wyżej historii, będącej inspiracją do takiego właśnie przedstawienia Madonny. Kobieta w tradycyjnym stroju, z chustką na głowie i Dziecko zamotane w chuście, mocno przytulone do Matki. Chustonoszenie ma w Polsce znacznie dłuższą historię niż zwykliśmy myśleć 🙂

Coś jeszcze?

Dzięcięca twarz Jezusa. To kolejny detal nieczytelny dla nas, a dość oczywisty dla osób wychowanych w kulturze tradycyjnych ikon. Jezus jako dziecko przedstawiany jest w proporcjach dorosłych lub z nieproporcjonalnie wysokim czołem, co ma mówić patrzącemu: „to nie jest zwykłe dziecko!” i wskazywać na Jego Mądrość (której nie mogli sprostać uczeni w świątyni) i dojrzałość. Nie znajdziemy wśród ikon innych przedstawień Dzieciątka, choć wiele innych dziecięcych atrybutów się pojawia: jest noszone na rękach, karmione piersią i bawi się na kolanach Matki. Opisywany obraz podkreśla dziecięctwo i fizyczny aspekt Wcielenia: mały, bezbronny człowiek.

A może jednak…

Technika. Tu wcale nie ma jednoznacznych wytycznych. Ma być trwała, bo na Chwałę Bożą. Ale ikony są i na deskach, i na płótnach i na ścianach, farbą, mozaiką, dłutem…

Podpisy. Jak już kiedyś pisałam, nieodłącznym elementem ikony. Jednoznacznie wskazują na to, kto jest przedstawiony i tym samym nawiązują literą do faktu, że ikona jest malowanym Słowem Bożym.

Mało tych plusów, prawda?

Więc dodam od siebie jeszcze jeden. Moim zdaniem decydujący. Znów odniosę się do popełnionych wcześniej wpisów. Ikona służy do modlitwy i kontemplacji. Niczego więcej. Przybliża nas do Boga, nie przesłaniając Go niepotrzebnymi detalami, jak to, niestety, miało miejsce w sztuce Kościoła po Reformacji. Tłumy oddające cześć Maryi Niezawodnej Nadziei są, moim zdaniem, najlepszym dowodem na to, że ten wizerunek to Jej ikona na Ziemi.

„Mój” obraz Matki Bożej Niezawodnej Nadziei

Zamówienie padło dawno temu. Zawisło w temacie nieustalonego formatu i techniki. Format się skrystalizował na niewielkim rozmiarze 30×40 cm. Normalnie to dla mnie spora, fajna deska, ale tym razem chodziło o płótno. To od razu narzuca niejako technikę olejną, która jest bardziej elastyczna, więc lepiej sprawdza się na tym podobraziu. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obraz wykończony jest pastelami i stąd pochodzi jego lekkość. Nie ocenię tego „na żywo” ale inspiracja pozostaje, bo łączenie tych dwóch technik zawsze sprawiało mi ogromną radość 🙂

 

Malowanie sprawiło mi wiele radości. A moje potomstwo reagowało bardzo entuzjastycznie na żywe kolory i bliskie objęcie „mamusi i dzidziusia”. Potomstwo starsze zażyczyło sobie takiegoż obrazu do pokoju, tylko „duuuzego, takiego duzego”, co młodsze skomentowało tylko radosnym „y!y!y!” wskazując palcem na obrazek. Hm, tak, nie pozostają mi żadne wątpliwości, co do „ikonowatości” Obrazu 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *