KONSERWACJA DREWNIANEGO KRUCYFIKSU czyli o tym, jak Święci stosują szminki,

W moim kościele parafialnym był drewniany krucyfiks przeznaczony do wielkopostnych adoracji. Nie za bardzo wiadomo skąd się tam wziął, fakt, że jest wykonany z drewna i rzeźbiony z niezwykłym wyczuciem sprawił, że z niezwykłą radością wzięłam go do siebie, by go trochę odświeżyć. Konserwacja drewnianego krucyfiksu była moją pierwszą samodzielną konserwacją rzeźby 🙂

Sam krzyż, na wszelki rzut oka dębowy, był w bardzo dobrym stanie. Tutaj szumna i dumna konserwacja drewnianego krucyfiksu zakończyła się po lekkim oczyszczeniu i natarciu cienką warstwą oleju lnianego, żeby się go brudy i wilgoć nie imały. Właściwie powtórzyłam tylko to, co wcześniej było przy nim wykonane. 

Nieco gorzej miała się sytuacja z Pasyjką. Figura Chrystusa była zaatakowana przez drewnojady (zostawiają takie tycie dziurki, z który sączy się drewniany pył i nie, NIE NAZYWAMY ICH KORNIKAMI). Kolonizowały ten kawałek drewna raczej dawno temu, ale całość należało podtruć (stosowałam zastrzyki) i zaimpregnować. Brakowało fragmencików włosów, palców i zawijasa z titulusa (tej tabliczki a literami INRI umieszczonej nad głową Jezusa).

Konserwacja drewnianego krucyfiksu

 

Najpierw jednak czyszczenie. Jak myślisz, z jakiego typu zabrudzeniami mamy tu do czynienia? Tłuszcze? Kurze? Biologiczne cywilizacje?

Tłuszcze blisko 🙂

 

Może to jej urok?…

Najwięcej do usuwania miałam szminek i błyszczyków. Figura w parafii służyła do  adoracji w czasie Triduum Paschalnego. Krzyż po uroczystym odsłonięciu w Wielki Piątek był wystawiany przed ołtarzem aż do Rezurekcji. Przez ten czas wierni mogli w każdej chwili go całować, a eleganckie Panie w odświętnej koafiurze zostawiały po sobie ślad… W skutek tego cała frontowa strona była natarta wszelkiego rodzaju szminkami przez dziesięciolecia i dotarcie do czystego drewna trochę mi zajęło… Szare mydło z odrobiną wody w końcu dało radę, ale przyznam, że najpierw w ruch poszło stare mleczko do demakijażu. Dopiero po zmyciu grubszej warstwy reszta „ruszyła” i mogłam użyć mydła. 

Konserwacja drewnianego Krucyfiksu

 

Figura wykonana została chyba z drewna oliwnego, ma przepiękny rysunek i kolor, dlatego bardzo chciałam uniknąć pełnej impregnacji. Prawie zawsze wiąże się to z przycienieniem barwy. Znów więc w ruch poszły strzykawki, tym razem z żywicą syntetyczną. Dziurki mozolnie zatykałam żywicą epoksydową. Wszelkie uzupełniania, także włosów i palców, pokryłam szelakiem i zamalowałam farbą olejną. Całość na koniec, podobnie jak krzyż, została delikatnie zawerniksowana mieszaniną oleju lnianego i werniksu damarowego. Miejsca narażone na szminkowanie zostały zabezpieczone podwójnie.

 

Muszę wyznać,  że praca z tak pięknymi rzeźbami to największa przyjemność 🙂 Nigdy nie potrafiłabym wyrzeźbić czegoś tak misternego i harmonijnego. Dzięki mojej pracy za to, mogę na jedną chwilę wejść w buty zdolnego snycerza.

2 thoughts on “KONSERWACJA DREWNIANEGO KRUCYFIKSU czyli o tym, jak Święci stosują szminki,

    1. Małe me doświadczenie w pisaniu 🙂 Nie chcę dobić ciekawości gości 🙂 Bo ja mogę o tym dłuuugo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *