Matka Artystka- panie, jak żyć? sposoby na ograniczenie toksycznego wpływu farb i innych cudów

W poprzednim wpisie Matka Artystka i trucizny w akwarelach, czyli czego unikać malując w ciąży i przy małych dzieciach biadoliłam nad tym, ile złego kryje się w naszych ulubionych materiałach. Temat nie został bynajmniej wyczerpany, chętnych na lekturę thrillerów medycznych odsyłam do lektury „Zagrożenia i skutki zdrowotne związane z ekspozycją zawodową konserwatorów sztuki i pracowników muzeów” wydanego przez Instytut Medycyny Pracy im. prof. J. Nofera. Dziś trochę o tym, jak przeżyć, gdy ulubiona farbka czyha na nas gdy tylko uchylimy wieko kasetki 😀

Zacznę od metody najprostszej, jednocześnie wykazującej najwyższą skuteczność. Otóż najefektywniejsze sposoby na ograniczenie toksycznego wpływu farb to oczywiście zawieszenie działalności na czas ciąży. Ta-daam!

I karmienia. Och..

I kilku lat, dopóki szkut nie zrozumie, że nie należy zaglądać do wszystkich maminych słoiczków i nie wolno oblizywać pędzli. No tak…

A jeśli ma młodsze rodzeństwo to wyliczanka zaczyna się od nowa…

Jak łatwo zauważyć, jest to skuteczna metoda na odłożenie własnych pasji do czasu późnej emerytury (bo potem przecież wnuki). 

Kopia "Ostatniej Wieczerzy"

A może jednak przerwać pracę?

Zawieszenie takie ma duży sens, gdy jesteś w znacznym stopniu narażona na szkodliwe substancje w swojej pracy zawodowej. W zawodzie konserwatora to standard i gadanie o wyciągach i bezpiecznych rozpuszczalnikach to…gadanie. Dla mnie to gigantyczny powód by ciążę „przesiedzieć” na L4, w rękę biorąc co najwyżej ołówek, tablet (?) i kredki Starszaka. Odrzucamy w kolejności:

  1. rozpuszczalniki aromatyczne, farby olejne, szczególnie gdy stosujemy najtańszą terpentynę, żywice dwuskładnikowe i impregnaty
  2. kurz i pleśnie, wszelkie prace pylące (lakierem, drewnem, zarodnikami grzybów, farbami)
  3. (prace ciężkie i wspinaczkowe to „oczywista oczywistość”, więc nie będę się rozpisywać)
  4. Werniksowanie, lakierowanie, 

A jeśli to moje hobby, które gwarantuje równowagę psychiczną w mojej rodzinie albo zwyczajnie nie mogę przerwać pracy?

Czy są sposoby na ograniczenie toksycznego wpływu farb i innych materiałów plastycznych? Dochodzimy tutaj do kombinatoryki zaawansowanej. Musisz dobrze przemyśleć co robisz, co w Twojej działalności jest tym najbardziej szkodliwym dziadostwem i co faktycznie możesz zmienić. 

To, co warto zmienić ZAWSZE, bez względu na Twoją sytuację zdrowotną/życiową, to dobre miejsce do pracy. Wietrzymy, wentylujemy lub oczyszczamy filtrem. Nie wszystkie latające w powietrzu trucizny śmierdzą. Czasem nieświadomie wciągamy aromaty, niektóre nawet lubimy. W przypadku większych prac maseczka. Serio. Krakowiacy już się nie czają i nawet po ulicach w tym ustrojstwie chodzą, wytrzymasz w pracowni parę godzin 🙂 Maski dobieramy do tego co robimy, trochę inne na pyły, bardziej zaawansowane na chemię. 

Ograniczamy kontakt ze skórą do minimum. Rękawiczki dzisiaj są robione z wielu materiałów, jeśli masz uczulenie na lateks, możesz wybrać np. winylowe.

Zamiana podlejszej terpentyny na droższy, bezzapachowy model jest dobrym pomysłem, ALE.  Bezzapachowa też ma swój szkodliwy zapach. Generalnie ma większe cząsteczki, mniej lotne, więc mniej ich w powietrzu, są natomiast bardziej toksyczne. Ergo: stosowanie terpentyny bezzapachowej nie zwalnia z konieczności wentylacji.

Moje sposoby na ograniczenie toksycznego wpływu farb

Przechowywanie.

NIE ISTNIEJĄ ZABEZPIECZENIA SZUFLAD PRZED DZIEĆMI.  Znaczy, są w sprzedaży różnorakie produkty pod tą nazwą, ale gdy coś naprawdę trzeba przed maluchem ukryć, kawałeczek plastiku w szufladzie nie wystarczy. Rekomenduję miejsce,gdzie samej trudno Ci sięgnąć i dopiero tam zabezpieczać. Przyjmijmy, że jednorazową konsumpcję farb potomstwo przeżyje. Ale już odczynniki, rozpuszczalniki itd…

Dyscyplina.

W czasie pracy to ostatnia cecha, jaka mnie napada. Ale staram się pamiętać o tych oknach, wentylatorze nad blatem (ależ oczywiście, że pracuję w kuchni!), rękawiczkach i ZAMYKANIU POJEMNIKÓW Z PIGMENTAMI ZARAZ PO NAŁOŻENIU POTRZEBNEJ PORCJI. Niech fruwa tylko tyle, ile musi. 

Rezygnacja z niektórych pigmentów i rozpuszczalników.

To łatwiej. Zastąpiłam ukochaną biel ołowiową bielą tytanową. Jest najlepiej kryjącym pigmentem jaki znam (nawet na sucho, gdy się rozsypie), więc trzeba nieco zmienić przyzwyczajenia. Poza tym jest tania, bardzo łatwo miesza się ze spoiwami (czego o bieli ołowiowej nie można powiedzieć) i nie dostałam zawału, gdy małe rączki postanowiły sprawdzić, co fajnego mama ma w pudełku. No, może lekki zawał, bo jak wspomniałam, kryjąca i wydajna jest niesamowicie… Pigmentów typu arszenik czy nowoczesnych z metalami ciężkimi (błękity kobaltowe, żółte kadmowe) nie kupuję w ogóle. Te, które mam, to w już posiadanych gotowych farbach olejnych i akwarelach. Wynika to też trochę z chęci zawężania palety barw i trzymania się tylko pigmentów historycznych. Cóż, każdy ma jakieś hobby:-) Dlatego ta biel tytanowa u mnie tak późno.

  1. Żółcienie kadmowe, arszenik-> ochry
  2. Cynober, czerwienie syntetyczne -> czerwienie żelazowe, czerwone ochry
  3. Terpentyna -> terpentyna bezzapachowa, white spirit
  4. Akryl, olej-> gwasz, akwarela
  5. Biel ołowiowa-> biel tytanowa
  6. Lakierowanie, werniksowanie osobiste-> przeszkolenie kogoś innego i prośba o pomoc

Nigdy nie zastępuj swoich profesjonalnych farb materiałami dla dzieci. Materiały plastyczne dla dzieci są nastawione na dwa cele: nietoksyczność i atrakcyjność dla dzieci. Za to już z trwałością jest znacznie gorzej. Udało mi się kiedyś popełnić w ramach rozruszania ręki sięgnąć po dziecięce farbki i pisaki. Cóż, po dwóch miesiącach okazało się, że na obrazku nie ma śladu po błękitach 🙂 Co akurat mu pomogło…

Efektywność pracy.

Kiedy wiesz, że dzieci nie dostaną obiadu albo umrą z tęsknoty w przedszkolu (akurat), pracujesz wydajniej. Z moich obliczeń wynika, że przyspieszyłam o jakieś 4 razy 😀 Mniej niszczenia kręgosłupa, oczu i szybciej wykonane zadanie, a tym samym większa satysfakcja. Nie popełniam tylu błędów. Kiedyś przemalowywałam i poprawiałam w myśl zasady „Nigdy nie ma czasu by zrobić coś dobrze, zawsze jest czas aby to poprawić”. No więc nie ma tego czasu. Więc troszkę dłużej planuję, dokładniej przemyślę kompozycję i kolor i efekty nie są już na „nie-wiadomo-kiedy” ale np. na jutro. 

Dużo czasu oszczędza mi zamiana projektowania i szkicowania ręcznego na komputerowe. Szkoda całkiem z nich rezygnować, ćwiczenie ręki jest konieczne, ale zostawiam to na czas np. przestojów w pracy, długaśnych kolejek w przychodni i czasu, gdy będę mieć nieco więcej czasu…

 

Na razie wystarczy straszenia i kombinowania. Wiem, że dla wielu osób ten wpis to wynajdywanie sobie problemu i szukanie do niego rozwiązania. Ale opracowania naukowe mówią coś innego. Doświadczenie również 🙂 Życzę więc nam wszystkim zdrowego rozsądku i umiarkowania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *