Jak powstaje w Pracowni nowa ikona?

Jak powstaje nowa ikona?

Strona techniczna jest u mnie niemal niezmienna, ale treści!

Aby przygotować ikonę „starego” świętego, np. z czasów antycznych czy nawet renesansu, wystarczy sięgnąć do istniejących przedstawień i kanonów. Im bardziej zasłużony Święty i im większa Jego popularność w przeszłości, tym większe szanse, że wybór będzie ogromny, zarówno w temacie kompozycji, jak i kolorystyki, stylu czy detali, takich jak ornamenty. Malarz posługujący się istniejącymi wizerunkami, prawdopodobnie z łatwością wykona ikonę w zgodzie ze sztuką.

A co ze współczesnymi Świętymi? Albo tymi pomijanymi w głównych pracowniach artystycznych? Szczególnie katolikami, bo prawosławnych może uda nam się jeszcze znaleźć? Nie wszyscy mają swoją ikonografię! 

Albo moim aktualnie największym koszmarem: co ze wszystkimi Świętymi, którzy z racji swoich czasów ubierali się w nieikonowe ciuchy typu okulary albo czarne habity czy dziwaczne czepeczki? Taka na przykład wspaniała kobieta jak Emilia de Vialar??

ikona patrona
Święta Emilia de Vialar, zdjęcie z http://hagiopedia.blogspot.com/

Jak wybrnąć z tego czepeczka, niezrozumiałej dziś pelerynki i natłoku czerni, która w ikonach oznacza brak Bożego światła? Hę?

To jest zadanie z wyższych leveli. Trochę o tym piszę przy ikonie świętego Maksymiliana. Ikona Patrona, który żył w „nieikonowych” czasach to wyzwanie dla umiejętności malarza. Musi on sięgnąć nie tylko do istniejących wizerunków Świętego (portretów, fotografii, obrazów kanonizacyjnych), ale i do ikonografii/ obrazów Świętych jemu współczesnych, może pokrewnych czasem a może chociaż regionem, statusem społecznym czy misją. Im więcej analogii, tym lepiej. Obowiązkowo jeszcze głębiej studiujemy biografię malowanej Osoby, by łatwiej nam było ją poznać. Bo ciężko portretować kogoś, kogo nie znamy. 

Wiem, że nadal brakuje mi bardzo dużo i pewnie długo jeszcze nie będę gotowa do podjęcia tak trudnych tematów malarskich. Ale bezczelnie wierzę, że skoro trafiają do mnie takie zlecenia, to zwyczajnie Panu Bogu się ta moja praca na coś przyda. Choćby i na poprawę mojej własnej duszy😊

Uwaga!

Jeśli piszesz ikony i wierzysz, że Święci to żywi ludzie, tylko BARDZIEJ, to ZAWSZE na miejscu jest modlitwa i POPROSZENIE tej osoby o to, by dała się sportretować.  Niech Ci towarzyszy i „pozuje”. Serio. Działa 😁  O ile tylko Panu Bogu ta nasza twórczość jest do czegoś potrzebna. Ale o to niech się już Święty stara, malarz to tylko malarz, niech ogarnie utarcie pigmentu i świeżość spoiwa, spraw Niebiańskich już nie musi.

Z zebranych materiałów projektujemy nową ikonę.
Rysunek (forma) to tylko część zabawy. Zostaje jeszcze opracowanie plastyczne: kolory, ornamenty, ilość i technika złoceń. To wszystko to elementy naszego języka i dobieramy je według tego, co chcemy o Świętym opowiedzieć i komu… I tak na przykład: tło może być proste, szczególnie dla ascetów czy zakonników. Ornamenty poza organizacją kompozycji, będą świetnym odniesieniem do czasów życia świętego albo okoliczności jego życia. I tu znów miejsce na decyzję, czy coś prostego czy może skomplikowanego i rozbudowanego?
Mówimy też kolorami- czerwienią otaczamy zapalonych mówców albo męczenników, w kolorach ziemi często maluje się ascetów. Odpowiednikiem fejsbukowych przycisków typu „wezwanie do działania” są napisy z gatunku „módl się za nami”. Warto rozważyć też dodanie motta życiowego danej osoby, jej znany, inspirujący cytat albo pasujący fragment Pisma. No i do tego kaligrafia… Moja pięta na tę chwilę. Krojem liter też nie tylko komponujemy obraz ale i dopowiadamy szczegóły.

Teraz dopiero, gdy mamy pozbierane wszystkie elementy, zaczyna się ciężka praca, a więc szkice, szkice, próby i podejścia…
Jak mawia jeden z moich nauczycieli malarstwa :
” Artysta myśli czynem”…

Ikona Patrona to nie jest, na szczęście, sprawa tylko malarza i Zamawiającego (ew. późniejszego użytkownika). To sprawa tegoż Świętego i przede wszystkim Boża sprawa, bo albo w zbawieniu komuś pomoże albo zgorszy kiepskim obrazem. Warto więc wszelkie swoje działanie z ufnością zawierzać Panu Bogu, niech On się tym martwi.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *