Ikona świętej Rodziny, czyli jak laickie ideologie skonfrontowały ze sobą sztukę dwóch Kościołów

Ikona Świętej Rodziny to dla mnie zupełna nowość. Nigdy wcześniej nie miałam okazji podjąć tego tematu.  Całość zagadnienia była zakotwiczona w mojej głowie jednym zdaniem mojej Nauczycielki „Ta ikona jakaś taka dziwna jest, usunęłam ją ze swojego portfolio, żeby ludzie mnie o nią nie prosili”. Mowa była o popularnym przedstawieniu Maryi z Dzieciątkiem otoczonych ramionami świętego Józefa. „Dziwność” tej kompozycji stała się dla mnie czytelna wiele lat później, gdy zrozumiałam troszkę język, jakim posługują się ikony prawosławne, a który jest zupełnie różny od tego, co znałam z malarstwa europejskiego. Gdy w opracowaniach na jej temat trafiłam na analizę kierunków spojrzenia przedstawionych Osób, dopiero do mnie dotarło, jak bardzo niewłaściwe jest to przedstawienie.

Wszystko dlatego, że ikona ZAWSZE pokazuje prawdy uniwersalne, treści niezmienne, doktrynalne. Nie ma w niej miejsca na „uchwycenie chwili”, stąd nie ma czegoś takiego jak chwilowy grymas na twarzy czy gest przypadkowy, czy niosący niejasne skojarzenia. Takie elementy natomiast nie są nowością w malarstwie nowożytnym w Europie. Ale nawet „u nas” nie pojawiło się aż do XX wieku dzieło, które tak mocno podkreślałoby małżeńską relację Maryi i Józefa. Dopiero dzisiaj tak bardzo potrzebujemy takich analiz i wzorów, nie dowierzając, że mogłoby być tak, jak przedstawia Tradycja Kościoła. Jednocześnie dla wielu wierzących katolików troskliwe objęcia i spojrzenia na tej znanej ikonie nie wnoszą niczego niewłaściwego : Józef przecież był Opiekunem. Nie rozumiemy, że ikona jest „znakiem stałym”, a więc takie przedstawienie mówi : „to jest kochające się małżeństwo” spychając na drugie/trzecie tory drobny fakt, że TO małżeństwo ma jako dziecko BOGA, który WCIELONY stanął na ziemi by sporo namieszać. Taki tam, szczegół…

Rozumiem jak najbardziej potrzebę takich wizerunków dziś, gdy ludzie tak bardzo potrzebują znaku świętości i sensu małżeństwa, ale zgrzyt pozostaje i może warto poszukać innych wzorów: są inni święci małżonkowie, są też inne przedstawienia Świętej Rodziny.

Święta Rodzina na sto sposobów

Takim właśnie „innym” przedstawieniem jest wzór, na który jakiś czas temu dostałam zamówienie. Przyznam szczerze, że moją pierwszą reakcją było skromne:

„Ale..ale…co ja widzę??? Cóż to? I skąd to? Ale JAK???!”

Ikona Świętej Rodziny
Ikona Świętej Rodziny z 1923 roku, autorstwa Mumrikova

Zakładam, że każdy skażony edukacją historii sztuki we własnym życiu ma podobne odczucia 🙂 Bo cóż tu mamy? Po pierwsze wzór, delikatnie mówiąc, rzadki. Głowę dałabym uciąć, że go dotąd nie widziałam, a jednocześnie jakiś taki swojski, znajomy i opatrzony.

Po drugie pejzaż i roślinki i architektura…jak z XIX-wiecznego akademizmu. A na tym Postaci tak ikonowe jak tylko mogą być! Madonna żywcem wycięta z tronu (nawet światłą na szacie wyglądają jak złocone asysty) i posadzona na progu domku na przedmieściach. O co tu chodzi??

Po trzecie: czy ja dobrze widzę? ATRYBUTY? SYMBOLICZNE PRZEDMIOTY?? Na „ruskiej” ikonie??? Nie może być inaczej, niemożliwe, żeby me amatorskie oko jednoznacznie określiło znaczenie KAŻDEGO przedmiotu już po pierwszym spojrzeniu, a one były tam tylko dekoracją! Przecież to zupełnie obce malarzom ikonowym myślenie i „mówienie” obrazem! To..to…to są dosłownie przetłumaczone idiomy :/

No to teraz sobie Martynko maluj… 

 

Co jest skąd i jak to ugryźć?

Chłodna analiza na spokojnie, niezawodny Gógiel i ukochane książki o symbolice sztuki chrześcijańskiej uporządkowały trochę moje wrażenia i zamieniły je na wielką ciekawość i gigantyczną porcję nauki. Jako pierwsze przyszły z pomocą ikonowe fora dyskusyjne z omawianą ikoną i jej historią. A w artykułach perełka:

Święta Rodzina
Oleodruk ? z przedstawieniem Świętej Rodziny

Prawda, że podobny? Nawet jest palma i pejzaż 🙂 Różnice dotyczą właściwie tylko sposobu przedstawiania postaci, zostały dosłownie „przetłumaczone” na język plastyczny ikony. Reszta, okrojona o naturalistyczny światłocień się zachowała. Mamy więc proporcjonalną w stosunku do postaci, realistyczną, antykizującą architekturę reprezentowaną przez fragment kolumny i podestów, perspektywicznie ujęty pejzaż (palma jest niewielka, a miasto już tycie), którego horyzont jest hen, daleko, roślinność, którą można rozpoznać i przedmioty żywcem wyjęte z warsztatu. Małżonek z dumą stwierdził przy wiosennych porządkach posiadanie „piły świętego Józefa” 😀

Problem w tym, że te wybitnie „zachodnie” elementy, na powyższej reprodukcji wyglądają właściwie i na miejscu, są pełne harmonii i patrzy się na nie ze spokojem. Tymczasem sztucznie przeszczepione na ikonę pasują jak pięść do nosa i o ile znacznie bieglejszy ode mnie Autor „mojego pierwowzoru” jakoś tam wybrnął z tego zawężając do minimum gamę kolorów (co dodatkowo zadziałało treściowo, zupełnie tak, jak w ikonie powinno), o tyle ja ucząc się odchodzenia od malarstwa zachodniego na rzecz ikony, zginę tu marnie rozdarta między bezradnością i atakami histerycznego śmiechu. Bo poczucie humoru i trzeźwą ocenę malarskiej sytuacji mam jeszcze w miarę sprawne…

 

Ikona w czasach reżimu

Skąd w ogóle pomysł na takie przeszczepy??

Otóż w czasach zamierzchłych ikony pisane były przez społeczności. Nie tylko klasztorne (jak i dziś) czy samotnych strzelców (jak i dziś, choć kiedyś to raczej rzadkość) ale i całe wsie. W takiej to wsi powstała omawiana ikona. Te społeczności stanęły w obliczu solidnego bezrobocia z ukierunkowaniem na zmianę kompetencji w czasach porewolucyjnych. Mumrikov namalował tę ikonę w 1923 roku (wiemy, bo podpisał i datą i nazwiskiem).

Stąd też temat jest oryginalny, niekanoniczny. Świetnie znany motyw rodzinnej codzienności Maryi, Józefa i Jezusa w malarstwie europejskim, tutaj stał się próbą stworzenia ikony (obrazu opowiadającego o wielkich Bożych dziełach i dziejach świętych) akceptowalnej przez reżim sowiecki. Oto zdjęta z piedestału Święta Rodzina, pozostaje Święta i cudowna, a żyła przecież tak jak my wszyscy: ciężko pracując. Stąd podpis na oryginale o treści „Praca świętej Rodziny”. W kontynuacjach jest też „Święta Rodzina- nauczyciel pracy” itp. Najbardziej wzruszyło mnie zdanie z cytowanych na forach opracowań, że święty Józef nigdy nie wyciągnął ręki po dary z zagranicy, tylko własną pracą rodzinę wykarmił… ale może Gógiel coś źle przetłumaczył… 😀

 

Symbolika

Standardowo dyskrecja i subtelność języka ikony opiera się na wpisywaniu treści w detale: proporcje postaci, kierunki linii w kompozycji, przetworzenie widzialnej rzeczywistości, spojrzenie, gest… Te kwiatuszki zderzają się w tej kompozycji z tirem subtelnych jak pięść ogra symboli wypracowanych przez sztukę zachodniego chrześcijaństwa (o subtelnych co bądź korzeniach), gdzie przedmiot=znaczenie, zbiór przedmiotów=suma znaczeń. Koniec.

I tak obok wpisanego w kompozycję trójkąta będącego niechybnie odniesieniem do Obecności Boga w życiu tej Rodziny, czy utkwionemu w zapracowanego Jezusa czułemu spojrzeniu Matki pojawia się sterta rupieci, które należy „czytać”. I, jak widzę we współczesnych wersjach tegoż wzoru, nie dla wszystkich twórców należących kulturowo do Kościoła Wschodniego, z tym czytaniem jest problem, bo np. pomijane są niektóre elementy, przez co całość traci swój sens.

Mamy tu więc :

  • belkę
  • kątownik
  • dłuto
  • młot
  • siekierę
  • piłę
  • kosz
  • wrzeciono
  • kolumnę
  • winorośl
  • palmę
  • miasto na wzgórzu
  • trzy schodki
  • hebel (?)

Wymieniłam prawie wszystkie użyte w kompozycji przedmioty. Wątpliwości mam do ostatniej pozycji. Nie mam też informacji dotyczących symboliki ciętej deski (ale idąc analogiami jestem w stanie podać najmniej dwie) i „kobyłki” pod nią. Jakieś pomysły?

Co jest czym i dlaczego? Narzędzia stolarskie…

  1. Belka, nad którą pracuje z pokorą klęczący Jezus to oczywiście odniesienie do belki Krzyża Świętego. Żeby nikt nie miał co do tego wątpliwości, na obrazie układa się w kształt krzyża z nią kątownik. Postawa Jezusa oznacza tu Jego dobrowolnie przyjętą ofiarę.
  2. Kątownik „robi” tutaj za poprzeczną belkę krzyża. Czy sam ma dodatkowe znaczenie, np. poprzez podobieństwo do litery gamma? Nie wiem.
  3. Dłuto, jak każde narzędzie łączące elementy metalu i drewna jest „materiałową” figurą Krzyża, połączenie dwóch obcych sobie materiałów bywa też odniesieniem do podwójnej natury Chrystusa.
  4.  Młot: jak wyżej. Poza tym jest jednym z tzw. arma christi, „narzędzi Męki Pańskiej”. Młody Jezus pochylony nad dłutem całą swoją postawą przypomina postaci przybijających Go do Krzyża żołnierzy, co patrzącemu znów powinno nasunąć skojarzenie, że oto Zbawiciel sam złożył Siebie w ofierze.
  5. Siekiera to kilka wątków. Pierwszy, wspólny dla wszystkich metalowo-żelaznych, już omówiony wyżej. Drugi to odniesienia do Starego Testamentu (Psalm 73, Druga Księga Królewska 6,5-6), co przez Ojców Kościoła jest interpretowane na kilka sposobów: 
  6. Piła: patrz dłuto.

..oraz inne sprzęty…

  1. Kosz to prawdopodobnie nawiązanie do kosza Mojżesza, w którym uratowany został przed śmiercią. Jest to więc narzędzie zbawiające, ratujące jak Arka Noego albo Krzyż Chrystusa. Piszę „prawdopodobnie, bo to symbol rzadki i mało znany, więc trudno określić czy Autor pierwowzoru  posłużył się nim świadomie.
  2. Wrzeciono: Dorothea Fornster za św. Augustynem przypisuje wrzecionu i kądzieli znaczenie przeszłości i przyszłości, tego co ma się dokonać i zostało już dokonane. Jest to też typowy atrybut kobiecości, w Księdze Przysłów 31, 13-19 podniesiony do atrybutu kobiety idealnej, która „O len się stara i wełnę, pracuje starannie rękami (…) Wyciąga ręce po kądziel, jej dłonie chwytają wrzeciono”. W symbolice średniowiecznego malarstwa europejskiego tworzenie tkaniny przez Maryję bywa też kojarzone jako zapowiedź śmierci Jezusa poprzez odniesienie do całunu albo Wcielenia (obleczenia w ciało).

…rośliny…

  1. Winorośl w pierwszym skojarzeniu ma znaczenie pasyjne: odniesienie do Ofiary Chrystusa i Jego Krwi. Już u Starożytnych bujność winnych krzewów symbolizowała życie, stąd „Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami”. W sztuce pierwszych chrześcijan wyobrażenia ptaków dziobiących winne owoce wyobrażało raj. Od średniowiecza są jednak przede wszystkim odniesieniem do Eucharystii.
  2. Palma  przez ludzi Bliskiego Wschodu nazywana była”królem oazy”. Głębokie korzenie, życiodajne soki, owoce, giętki pień, który nie łamie się przy największych wichurach… Niektóre odmiany są „użytkowe” w całości, stąd wielkie znaczenie i wartość tego drzewa. I pomysł, by honorować władców czy zwycięzców gałązkami palmowymi. Koncept grecki, przejęty potem przez chłonnych Rzymian. Symbol zwycięstwa właśnie i życia pełnego łaski (Ps 92). Jako taka pojawiała się na nagrobkach męczenników, a potem także ludzi, których dziś nazwalibyśmy „sługami bożymi”. Całe drzewo znów bywa odniesieniem do rajskiego ogrodu.

…i architektura.

  1. Miasto na wzgórzu to kolejny symbol, który ma kilka znaczeń. Najczęściej opowiada o świętym mieście, czyli Jerozolimie Niebieskiej, a więc celu życia ludzi wierzących. Ale takie Święte Miasto to także Świątynia, a tą jest każdy człowiek, najdoskonalej Maryja
  2. Trzy schodki: Jezus swoją pracę wykonuje w dość zagadkowym zagłębieniu w ziemi, do którego prowadzą trzy schodki. To odniesienie do grobu, z którego po trzech dniach wyjdzie jako Zmartwychwstały.
  3. Kolumna zawsze jest wyrazem siły i trwałości. Starotestamentowe kolumny ze Świątyni Salomona (Jakin i Boaz) traktuje się jako zapowiedź „Kościoła Boga żywego, filaru i podpory prawdy” (1 Tm, 315) i dalej, kolumnami Kościoła są Apostołowie i ich następcy. Czasem egzegeci symbolem kolumny oznaczają Sakramenty albo Dary Ducha Świętego. Za Księgą Jeremiasza, który wg słów Bożych stał się „twierdzą warowną, kolumną żelazną” (Jr 1,18) traktuje się Jeremiasza jako figurę Chrystusa, a co za tym idzie niewzruszona cierpliwość Jezusa również wpisuje się w ten symbol. 

Oczywiście dużą przesadą jest nazwanie symboliki zachodniego chrześcijaństwa (w swych starożytnych korzeniach wspólnej przecież dla całego Kościoła) mało subtelnym tirem. Jest jednak w moich oczach duży kontrast pomiędzy posługiwaniem się znakiem i symbolem jako nośnikiem treści, a używaniem do tego celu języka plastycznego, stąd moje porównanie. Z tego też wynika ogromna trudność w malowaniu ikony według tego wzoru jak i pewna niedogodność w odczytywaniu obrazu, który łącząc dwa światy i dwa języki wydaje się przekazywać gigantyczną ilość treści, wprost nią kipi. Jest to niełatwe dla malarza, by wszystko uporządkować i podać patrzącemu w strawnej i czytelnej formie. Moją wersją pochwalę się niebawem, bo kilka słów muszę i o niej napisać na swoje usprawiedliwienie… 🙂

 

 

Źródła niektóre wymądrzeń:

https://russianicons.wordpress.com/tag/physical-labor-of-the-holy-family/

„Świat symboliki chrześcijańskiej” Dorothea Forstner OSB, Warszawa 2001 

i mój ulubiony „Krzyż Chrystusa: Od znaku do symbolu, od figury do metafory” Stanisława Kobielusa, Instytut Wydawniczy Pax

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *