„ECCE HOMO” konserwacja kamiennej kapliczki

Kapliczka z piaskowca- konserwacja ostatniej szansy

Konserwacja kamiennej kapliczki w małej miejscowości to temat złożony. Przede wszystkim dlatego, że na kwestie technologiczne  nakładają się silne emocje Mieszkańców, od euforycznych („nareszcie, nasza kapliczka będzie uratowana”) przez sceptyczne („co tu w ogóle jest do roboty?? dlaczego tak drogo?”) do niechętnych („po co w ogóle to robić? jaki jest sens naprawiania starych sypiących się kapliczek?”).

Kamienna kapliczka w małej wsi Łysa Góra pojawiła się w 1870 roku dzięki małżeństwu, Wojciechowi i Rozalii Wróbel.

140 lat ekspozycji na ostre słońce i zimowe śniegi sprawiło, że płaskorzeźby dosłownie osypywały się pod lekkim naciskiem palca.

Wszystko dlatego, że kamień na świeżym powietrzu niszczeje lawinowo. Przez ponad sto lat kapliczka się niemal nie zmieniała, pozbywszy się jedynie polichromii. Jednak powstałe z czasem mikropęknięcia przy każdym deszczu i mrozie temperatury powiększały się sprawiając, że ostatnie dwadzieścia lat pozbawiło Matkę Boską twarzy, a tablicę fundatorów połowy liter.  Jest to udokumentowane w fotografiach robionych przez Mieszkańców.

Piaskowiec z tak mocną warstwą patyny skazany jest na szybką i dramatyczną zagładę. (Patyna to to malownicze zaczernienie.) Taka nawierzchnia świetnie zatrzymuje wodę w kamieniu. Woda wraz z każdym mrozem i kolejnym latem zmienia swoją objętość, pracując na zamianę twardego kamienia w kupkę piasku. Co ciekawe, dokładnie tak samo na piaskowiec oddziałuje warstwa farby olejnej, co jest zmorą wiejskich kapliczek.

Jak widać na zdjęciach „przed konserwacją”, patyna trzymała się świetnie się przede wszystkim na kapitelu, bo reszta… zdążyła już odpaść wraz z detalem rzeźby.

Jest to warstwa bardzo kłopotliwa do usunięcia. Odporna na szorowanie i skrobanie, czasem ulega piaskowaniu. Ciężko jednak piaskować, gdy pod spodem kamień się sypie…

Kwas fluorowodorowy czyli zajzajer intensywny

Usunęłam ją silnym kwasem (o niewielkim stężeniu, wystarczyło), bo łatwo nałożyć go małym pędzlem i zastosować na ograniczonej powierzchni. W ten sposób nie narażam niepotrzebnie kruchych obszarów w bliskim sąsiedztwie. Szybko wypłukany nie wnika głęboko, a czyści jak wszelkie cuda w reklamach.

Do czyszczenia należy też usuwanie mchów, porostów, mułu spod cokołu i zielonych plam z autorstwa glonów. Tych nieproszonych lokatorów usuwamy specjalnymi preparatami do czyszczenia i dezynfekcji kamienia. Podobno zabezpieczają go na lata przed ponownym pojawieniem się zielonych cywilizacji. Istotne, żeby nie zawierały jednak agresywnego chloru.

Konserwacja kamiennej kapliczki
Odnaleziony w trakcie prac podpis autora

Oczyszczony w ten sposób kamień MUSI zostać wzmocniony.

Gdyby na tym etapie posłuchać „dobrych rad życzliwych ciotek” i pomalować kapliczkę lub nawet całkiem poprawnie uzupełnić ubytki w kamieniu, wszystko by od razu odpadło. Serio. Jeszcze przed zimą.

 

Grunt! Grunt! Grunt!

Wie o tym każdy, nawet nie całkiem profesjonalny malarz pokojowy. Z tajemniczych przyczyn w odniesieniu do zabytku jakoś trudno w tę prostą zasadę ludziom uwierzyć.

Zabieg wzmacniania, czyli impregnacja to długotrwałe, konsekwentne nasączanie stosownym preparatem. Tenże ma sypiące się cząstki kamienia na nowo „posklejać”. Jeżeli użyjemy akrylowych bądź innych syntetycznych środków, to rzeczywiście nastąpi sklejenie. A za parę lat odbarwienie. Albo rozklejenie. Albo inwazja grzybów. Albo kosmitów. Słowem; nie wiemy co się stanie za jakiś dłuższy czas. Warto więc zainwestować i kupić krzemoorganiczne wynalazki wymyślone do impregnacji kamienia. Z upływem czasu impregnowany kamień chemicznie będzie już tylko kamieniem, a nie kompilacją plastiku, gumy i piasku. Tak więc wybrałam dwa roztwory o różnych stężeniach, owych magicznych kwasów krzemoorganicznych. Ich zastosowanie wymaga cierpliwości, ale bardzo się opłaca.

Wszystko po to, żeby obszary, które osypywały się pod najlżejszym dotykiem znów były twarde jak kamień.

Hm, powiedzmy,  że jest to proces sprzyjający kontemplacji… Albo życiu rodzinnemu konserwatora. To dlatego, że każdorazowe nasączenie impregnatem wymagało dwóch tygodni „wiązania”, podczas których kapliczkę należało osłonić od deszczu, ostrego słońca, wiatru czy niskich temperatur. A jeśli jedna aplikacja nie wystarczyła, to wszystko zaczynało się od początku…

 

I to, co tygryski lubią najbardziej, a o co zażarte boje toczą teoretycy konserwacji- REKONSTRUKCJA!

Konserwacja kamiennej kapliczki
Tablica fundacyjna przed rozpoczęciem prac i w trakcie uzupełniania ubytków

Cierpliwość popłaca. Dzięki zabawom impregnacyjnym z czystym sumieniem mogłam przystąpić do nagrody, czyli uzupełniania ubytków. Płaskorzeźby i główna figura były zupełnie zmyte i pozbawione szczegółów, a przez to nieczytelne. Przedstawienie Matki Bożej Bolesnej właściwie nie istniejące i tablica fundacyjna, z której zachowało się kilka liter. Ostatnia Wieczerza, z której wybyła połowa Apostołów i obszerne ubytki w samym cokole i trzonie, co dobrze widać na fotografiach…NIE MOGŁAM SIĘ DOCZEKAĆ 🙂

Takich uzupełnień znów nie należy wykonywać przypadkową zaprawą, ale produktem stworzonym do renowacji piaskowca, bo taki wynalazek po związaniu będzie miał właściwości jak kamienia, co jest ważne, bo w przeciwnym wypadku powodowałby tylko dalsze zniszczenia.

Na wsiach często używano miejscowego piaskowca, a ten był pełen kolorowych wtrąceń. Dużo czasu poświęciłam na odpowiednie podbarwienie masy, którą uzupełniałam ubytki. Gdy żyłek było zbyt dużo, na końcu odtwarzałam je stosując pigmenty ziemne i niskoprocentowy roztwór żywicy syntetycznej.

Zwieńczeniem pracy jest ostatnia impregnacja zabezpieczającą kamień przed wnikaniem wody z zewnątrz ( tzw. hydrofobizacja kamienia). Jednocześnie woda z wnętrza musi mieć możliwość odparowania, więc podkreślę to jeszcze raz: NIGDY NIE MALUJEMY KAMIENIA FARBĄ OLEJNĄ ani żadnym podobnym ciućpajstwem!

Największa nagroda w takiej pracy to słowa: „Ooo, to ja teraz widzę, co tam jest!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *